IX
— To i po wszystkiem! — powiedziała Janka, zamykając się w pokoju, po rozstaniu z Andrzejem.
— Po wszystkiem! — powtórzyła głucho, usiadła na otomanie, ukryła twarz w dłoniach i siedziała kilka godzin w najsroższej z mąk duszy — w męce upokorzenia i w męce wstydu. To okropnie palące uczucie przepełniało całą jej istotę, paraliżowało mózg, odbierało świadomość i paliło, paliło, paliło.
Orłowski wszedł i chodził po pokoju, co chwila przystając przed nią; nie spostrzegła go nawet.
— Andrzej był?..
Drgnęła na ten dźwięk, podniosła oczy i odpowiedziała bezdźwięcznie:
— Był...
— I więcej już nie przyjedzie... — dokończył wolno; oczy zaczęły mu latać, szarpał palcami guziki munduru, ale powstrzymywał wybuch, rozpierający mu piersi.
— Nie przyjedzie... — powtórzyła jak echo.
— Wiem! nie potrzebujesz mówić tego! — krzyknął, przyskakując do niej z zaciśniętemi pięściami, ale ręce mu opadły, obejrzał się wbok, i znowu zaczął chodzić.