— Jeśli masz czas dzisiaj, to możebyśmy pojechali do Witowskich?
— Jedź sama zaraz, przyjadę po ciebie wieczorem, dobrze?
— Nie możesz teraz jechać?
— Widzisz, młócą pszenicę, to ważna taka robota, ale jeśli już tak koniecznie chcesz razem, zaczekaj trochę.
Miała się już zgodzić na to, ale w ostatniej chwili powstrzymała się i szepnęła:
— Pojadę, mogę pojechać i sama, ty przyjedziesz?
— Przyjadę! Walek, odgarniać słomę prędzej! — krzyknął znowu.
— Prędko przyjedziesz na obiad?
— Za pół godziny.
— To ja już pójdę.