— Jesteś głupi, słyszysz?
— Juści niby słyszę — rzekł pokornie, prostując się na jej podniesiony głos.
— To słuchaj dalej: liberję włóż i chodź i jakby ci kto mówił, to powiedz, że ja ci kazałam.
— A jak starszy pan me wyleją i wypędzą? — pytał płaczliwie.
— Służysz u mnie, ja jestem twoją panią i młodszy pan, nikt więcej, rozumiesz?
— Rozumiem! Włożyć luberję i chodzić, a kiej kto spyta abo i spierze, to powiedzieć, że służę u młodszych jaśnie państwa, że jaśnie pani kazała, rozumiem — wyprostował się i wyszedł.
— Zaczyna się wojna, dobrze! — szepnęła twardo. — Chcecie, abym wam panowała, będę! Poczujecie władzę i albo ja stąd wyjdę, albo będzie tak, jak ja chcę.
Myślała gniewnie, patrząc przez okno na ojca, który w czerwonej czapce i w starym mundurze spacerował pomiędzy opłotkami, podnosił nogi wysoko i maszerował uroczyście.
— Raz... dwa!.. Raz... dwa... Mieciu! — wołał ustawicznie, domaszerował do końca, zawracał i wciąż chodził.
Oderwała oczy od ojca i poszła do jadalnego pokoju.