— Byłabym gdzieś w świecie. Może byłabym wielką artystką, może niczem, ale nie siedziałabym w Krosnowie, to pewna.
— Z dobrych żon wprawdzie mniej jest pożytku, niż z wielkich artystek, ale... można być i wielką kobietą w Krosnowie.
— Dla kogo? — Pożałowała tego zapytania, wydało jej się dziecinnem.
— Dla samej siebie, dla ludzi, dla męża, dla jaśnie Pietrza dziedzica.
— Dlaczego pan zawsze kończy drwinami?
— Drwiny są często tarczą przed własnem sercem — odpowiedział ciszej i smutniej.
— A może tylko flirtem z nowego repertuaru...
— Bardzo pani jest szczęśliwą w Krosnowie?
— Panie...
— Dlaczego się pani oburza? Podchwyciłem tylko ton pani.