— Może po powrocie od Rochowej doktór mnie jeszcze obejrzy.

Popatrzył na nią, machnął ręką i znowu napisał:

— Pani jesteś zupełnie zdrowa — ale dopiero teraz spostrzegł, że patrzy na niego jakoś szczególnie. Skinął głową potakująco i chciał iść.

Janka szybko ubrała się do wyjścia.

— Pójdę do chorej z doktorem, bo już się od rana wybierałam.

— Poco? — krzyknął Orłowski. — Jeśli zdycha, to się tam obejdzie bez ciebie, choroba może zaraźliwa.

— Doktór pierw wejdzie i przekona się.

Wyszli zaraz.

Roch mieszkał o kilkadziesiąt kroków od stacji w małych koszarach, postawionych dla służby. Szli nad plantem, Janka ujęła doktora pod ramię i cicho zaczęła mu opowiadać o ojcu. Nie było to dla niego niespodzianką, ale, usłyszawszy tę nocną scenę, przystanął i powiedział jej smutnemi oczyma, że to bardzo źle.

— Musi doktór pod jakim pozorem obejrzeć ojca i poradzić, ja głowę tracę.