— Prawdę późno się zwykle poznaje.
— Zostaniesz przy tej prawdzie długo?
— Może na zawsze, jeśli nie znajdę czegoś lepszego.
— Pieś, na scenę!
Aktor wstał sztywno i spokojnym, automatycznym krokiem poszedł za kulisy.
— Ciekawy, bardzo ciekawy człowiek! — szepnął mecenas.
— Tylko nudny porządnie z temi wiecznie szukanemi prawdami, ideałami i inną głupią galanteryą! — zawołał młody aktor, ubrany jak lalka, w jasny garnitur, koszulę w różowe paski i w żółte cielęce pantofle.
— A, Wawrzecki!... musiałeś znowu położyć trupem jaką niewinność, bo promieniejesz, niby słonce...
— Wolne żarty, szanowny mecenasie!... — bronił się z uśmiechem domyślnym i wysuwał zgrabną nogę; pozował się wdzięcznie, podnosił rękę i migotał w słońcu pierścionkami, bo dyrektorowa przymróżonemi oczami spoglądała na niego.
— Więc któż u ciebie nie jest nudnym, hę?... wyspowiadaj-no się chłopaczku.