— Taka krowienta jest więcej warta, bo ją nie trzymają przez grzeczność, dla zasług dawniejszych, dla jej sztucznych zębów, włosów i późnego wieku!... Mogłabyś już pani wnuczki bawić swoim śpiewem, a nie grywać na scenie!

— Niech dyrektor każe milczeć tej awanturnicy, bo w tej chwili opuszczam towarzystwo!

— Jak ta wiedźma nie będzie cicho, to... jak Wawrzka kocham, nie kończę sztuki... Niech dyabli wezmą wszystko!... Już mi się życie sprzykrzyło, grywać z takiemi!...

Zaczęła płakać.

— Mimi, bo sobie oczy zamażesz! — zawołała któraś.

Mimi natychmiast przestała płakać.

— Cóż ja mam paniom poradzić, co?... — wołał Cabiński, przyszedłszy do głosu.

— Niech mi bukiet odda w tej chwili i zaraz przeprosi! — zawołała Kaczkowska.

— Mogę ci jeszcze co dołożyć do tego, ale pięścią... Niech się dyrektor spyta chórów: widzieli wszyscy dobrze, komu bukiet podawano.

— Chór z czwartego aktu! — krzyknął Cabiński w kulisy.