Kaczkowska dostała spazmów z irytacyi, bo Mimi z resztą kobiet pękały ze śmiechu.
Cabiński uciekł; rozebrał się pośpiesznie z kostyumu i pobiegł do kasy.
— U! zdrów numer, ta nowa! — mruknął któryś.
— Kaczkowska jej tego nigdy nie podaruje...
— Co tej tam zrobi!... dyrekcya ma ją w opiece.
Mimi, zaraz po skończeniu sztuki pobiegła do chórzystek. Znalazła Jankę jeszcze wzburzoną z gniewu; rzuciła się jej na szyję i dziękowała serdecznie, obcałowując.
— Jaka pani dobra... jak ja panią kocham za to!...
— Zrobiłam to, bo tak powinnam była zrobić.
— Nie dbałaś, jak drudzy, że robisz sobie nieprzyjaciółkę z Kaczkowskiej.
— Nigdy o to nie dbałam. Siłę człowieka mierzy się ilością jego nieprzyjaciół — powiedziała dumnie wolno się rozbierając.