Władek zaczął deklamować z komicznym patosem:
„Kapłanko! tobie ołtarze
W tej sztuki farze
Wystawić każę!...”
— Proszę mi darować. Ja sam mówię, że poza sztuką... niema nic!... że gdyby nie teatr...
— Byłbyś został operatorem obcasów!... — wtrącił Glas.
— Tak może mówić tylko bardzo młoda i bardzo naiwna! — zawołała złośliwie Kaczkowska.
— Albo ta, co jeszcze nie wie, jak smakuje Cabińskiego gaża.
— Litości godna osobo! masz entuzyazm... weźmie ci go bieda; masz zapał... weźmie ci go bieda; masz młodość, talent, urodę... weźmie ci wszystko bieda! — mówił Pieś surowym głosem i tonem przepowiedni.
— Nie, to nic!... ale takie towarzystwo, tacy artyści, takie sztuki pozbawią panią wszystkiego... A jeśli takie piekło zniesiesz bez szczerby, to będziesz wielką artystką! — szeptał zgryźliwie Stanisławski.