Otworzyła jej Sowińska.

— Trzeba już było wrócić w dzień, a nie budzić ludzi po nocy! — szepnęła stara zirytowana.

Janka nie odezwała się, pochylając głowę, jak pod uderzeniem.

— Podli! podli!... — miała tylko ten jeden krzyk w sercu, przejętem buntem i nienawiścią.

Nie czuła teraz wstydu, ani upokorzenia, tylko bezbrzeżną złość; biegała po pokoju, jak szalona, rozdarła sobie stanik bezwiednie i nie mogąc w żaden sposób pozbyć się irytacyi, upadła na łóżko w ubraniu.

Spała, męcząc się okropnie; zrywała się co chwila z krzykiem, chciała gdzieś biedź, uciekać, to znowu podnosiła rękę do góry, jakby z kieliszkiem i wołała przez sen: „Wiwat!” Zaczynała śpiewać, albo przez zgorączkowane usta wolała od czasu do czasu: „Podli! podli!”

IX

W kilka dni po przedstawieniu Chamów, którzy nie schodzili z afisza, ale coraz mniej przyciągali widzów, Głogowski przybiegł do Janki.

— Co się z panem dzieje?... — zawołała, wyciągając przyjaźnie rękę do niego.

— Nic, tylko miałem mały „katzenjamer” przez kilka dni po tej bibce, no... i poprawiłem trochę sztukę... Czytałaś pani krytyki?...