— Możnaby... i właśnie chcę o tem pomówić z panią po koleżeńsku, bo panią my już liczymy za naszą. Dam pani dobrą gażę i role dublowane z Melą, bo wiem, że pani grać może... Ma pani wygląd, głos i temperament; to akurat tyle, nie licząc już inteligencyi, ile potrzeba na doskonałą aktorkę.

— Dziękuję!... dziękuję serdecznie! — zawołała rozpromieniona Janka.

I w tem uradowaniu ucałowała Majkowską, która, swoim zwyczajem leżała prawie na stole i patrzyła bezmyślnie w lampę.

— Ale musi nam pani pomódz! — rzekł Topolski po pewnym przestanku.

— Ja?!... cóż ja mogę?... — zapytała zdziwiona.

— Bardzo wiele!... jeśli pani tylko zechcesz...

— No!... jeżeli pan mówi, że mogę, to ma się rozumieć, że zechcę, boć przecież to nie tylko jest moim obowiązkiem, ale i własnym interesem!... ale ciekawam, co ja mogę, ciekawam!...

— Idzie tu o ten tysiąc rubli... Pieniądze są pewne... tylko jest jeden mały waruneczek...

— Jakiż? — spytała ciekawie.

Topolski przysunął się do niej bliżej, wziął ją po przyjacielsku za ręce i dopiero odpowiedział: