Kiedy skończyła, Cabińska ją ostentacyjnie ucałowała i głośno, aby Majkowska dosłyszeć mogła, zaczęła ją chwalić.
— Winszuję pani, będziesz pani doskonale grać tę rolę!
— Niech pani szczegóły więcej opracuje — radził jej Stanisławski.
— Przecież to próba!... ja całą postać mam już w myśli gotową.
— Będziemy mieli teraz naprawdę bohaterkę, bo i z piękności i z talentu! — zawołała bardzo głośno Rosińska.
Majkowska spojrzała na nią wściekle, ale się nie odezwała.
Janka czuła się tak wesołą i dobrą, że miała ochotę uściskać wszystkich.
Za dwa dni miało być przedstawienie.
Ten czas był jedną olbrzymią smugą światłości, w której zdawała się pogrążać zachęcona. Zdawało się jej, że jest zupełnie zadowolona.
— Nareszcie! nareszcie!... — szeptała upojona. — Skończy się bieda, skończą się upokorzenia!...