— Zdaje mi się, że tutaj nie garderoba chórzystek! — zawołała ze złością.
— Źle ci się zdaje, pantominowa artystko — odpowiedziała Rosińska.
— Nie do pani mówię.
— Ale ja odpowiadam. Zostań pani, proszę — zwróciła się do Janki chcącej wyjść.
— Pani się mnie nie czepiaj... Z krowiętami będę się ubierać razem, co?
— Zaczekaj, dostaniesz osobny numer z kaftanem i pompą osobną, nie minie cię to.
— Milczeć! czterdziestoletnia naiwności.
— Zasię ci do moich lat, złamana bohaterko.
— Wygląda to na scenie, jak zmokła kwoka, głos będzie tu podnosić.
Garderoba aż się trzęsła od śmiechu, a one już teraz kłóciły się coraz ordynarniej, nie przerywając sobie ani na chwilę charakteryzacyi i ubierania pośpiesznego.