Stanisławski, najstarszy wiekiem z towarzystwa, chodził po garderobie, spluwał i mruczał do siedzącej z podwiniętemi nogami na krześle Mirowskiej.

— Szkandale i szkandale!... skąd tu marzyć o powodzeniu!...

Mirowska potakiwała mu, uśmiechając się blado i robiła jakąś chustkę włóczkową na drutach.

Po próbie, Janka przystąpiła śmiało do Cabińskiego.

— Panie dyrektorze... — zaczęła.

— A, pani?... Przyjmę panią. Niech pani przyjdzie przed spektaklem, to się rozmówimy... Nie mam teraz czasu...

— Dziękuję panu bardzo!... — powiedziała uradowana.

— Masz pani jaki głos?

— Głos?

— To jest: śpiewasz pani?