Skupiała się w tej jedynej szczęśliwości dusz wyższych, jaką daje zatopienie się w ekstazie, w kontemplacyi idei lub wrażeń...
— Tak samo mój Oleś robił... tak samo! — powiedział ktoś cicho w kulisie, od strony kobiecych garderób.
Janka zatrzymała się zmieszana i podeszła bliżej.
Stała tam jakaś kobieta, średniego wieku i wzrostu, o suchej twarzy i surowem spojrzeniu.
— Pani się zaangażowałaś do nas? — zapytałaostrym, energicznym głosem stara, i okrągłe, sowie oczy, wlepiła przenikliwie w Jankę.
— Jeszcze nie zupełnie... Mam mieć teraz próbę z dyrektorem muzyki. Prawda, pan Cabiński mówił nawet, że przed przedstawieniem!... — zawołała, przypominając sobie.
— Aha! z tym opojem...
Janka spojrzała na nią, zdziwiona ostrym dźwiękiem jej głosu.
— Chcesz pani koniecznie być u nas?
— W teatrze?... tak!... Umyślnie przyjechałam.