— Powieś się z tym swoim wielkim repertuarem. Skądże go weźmiesz?
— Ty nie jesteś mądry, Feluś, nie! Cóż to, myślisz, że w tej podłej Kiernozi42 chcę zagrać Hamleta czy inną jaką głośną szopę? Mnie potrzeba tylko głośnej sztuki na afisz, na przynętę dla tych hebesów.
— Nic nie rozumiem — szepnął Zakrzewski, kładąc pióro.
— Nic pan rozumieć nie potrzebuje, pisz pan: „Gniazdo rodzinne, dramat Sudermanna43, grywany z niesłychanym powodzeniem na scenach całego świata. Osoby”... Zaczekaj pan, jakie tam u diabła występują osoby?...
Zamyślił się i znowu biegał po pokoju.
— Zobacz pan w egzemplarzu, po cóż z pamięci?
— Ha! ha! Pan jesteś, panie Zakrzewski... jasny blondyn, ha! ha! Ja nie tylko nie mam egzemplarza, ale nawet afisza z tej sztuki nie widziałem na oczy, czytałem tylko o niej w pismach.
— Więc jakże u Pana Boga możemy ją zapowiadać i grać!
— Któż mówi o graniu? My ją zapowiemy, a przed samym przedstawieniem, kiedy już teatr będzie pełny, kiedy pieniądze będą w kieszeni, zaanonsuje44 się, że z przyczyn od nas niezależnych sztuki tej grać nie możemy, a natomiast zagramy trzy jednoaktówki, zakończone mazurem! Co, planik zły?
— Plan dobry, spektakl na pewno będzie nabity, ale co publiczność powie?