Lili jeszcze nie było z matką.

Leon poszedł na scenę i wyjrzał przez portiery na salę: zapełniała się powoli, masa znajomych twarzy migotała w półmroku; Korczewski uwijał się między krzesłami, wskazywał miejsca, muzykanci rżnęli takiego siarczystego mazura, aż konie kwiczały i gryzły się, a galeria przed bramą gwizdała.

Odwrócił się od portier i spotkał się oko w oko z Lili, która w tej chwili weszła na scenę.

Zatrzymała się na chwilę i przeszła do garderoby bez słowa.

Słyszał później, siedząc na swoim miejscu, jej głos, słyszał szum sukienek. Wybuchała co chwila śmiechem bardzo wesołym, nuciła półgłosem i żywo coś opowiadała Korczewskiej, a potem kłóciła się z Szalkowską o puder.

Pomimo zimna, jakie panowało za kulisami, było mu strasznie gorąco. Ten głos zalewał go żarem, a każdy dźwięk oderwany zapalał mu w sercu nowe, potężne ognisko.

Nie słyszał nawet, jak Feluś tłumaczył publiczności powody, dla których grać nie mogą Gniazda rodzinnego, a zastąpią je Czułą struną, Bibińskim164, Folwarkiem Primerose165 i mazurem w cztery pary. Po zaanonsowaniu rozległy się oklaski; Feluś wrócił do garderoby i gorączkowo ubierał się na Tamerlana w Czułej strunie.

Zakrzewski grał w Bibińskim męża, a żonę jego Lili; w Folwarku grał Dżemsa166, a Marię także Lili.

— Zaczynamy, na scenę! — krzyknął Korczewski.

Rozległ się dzwonek ostatni, potem klaśnięcie w dłoń, portiery się rozsunęły i zaczęto Czułą strunę.