— Chciałem cię zobaczyć jeszcze, bo zaraz wyjeżdżam. Przycisnął jej rękę do ust.

— Wyjeżdżasz?... Naprawdę wyjeżdżasz? Zaraz? — w głosie jej zadrgał przestrach i zdumienie.

— Tak, wyjeżdżam natychmiast. Konie czekają... Jedź ze mną, Lili, jedź ze mną, najdroższa! — wybuchnął gwałtownie, obejmując ją ramionami. — Kocham cię, jedź, bo już bym cię nigdy nie zobaczył... nigdy... jedź ze mną...

Błagał rozpaczliwie, gorączkowo.

Wysunęła mu się z ramion i cicho a mocno powiedziała:

— Nie... nigdy... nie mogę.

— Dlaczego? — rzucił gwałtownie.

— Nie... kocham pana! — wydusiła wolno, wyraźnie akcentowała każde słowo, chwytając się równocześnie balustrady, aby nie upaść.

— I nie kochałaś mnie nigdy, bo miałaś kochanka, bo masz go i teraz! — zawołał chrapliwie.

— Miałam kochanka... mam i teraz kochanka, mam.