— Prawda, przecież to zaraz ze szosy39 na lewo, między topolami!...
— Topole — oho! — już je dawno dziedzic wyciąć kazali...
— Nie ma topoli — jęknęło mu serce i mówił śpieszniej: — ...a potem koło kapliczki cmentarz.
— Kapliczki? Jeszczem bydło pasał, jak ją rozebrali...
— ...a potem przez groblę40, koło karczmy i już wieś...
— A juści! Ino41 że ani grobli, ani karczmy już nie ma...
Nie pytał się już więcej.
— Topole, kapliczka, karczma, grobla... nie ma, dlaczego nie ma?... Nie ma... są — pamięta dobrze, widzi teraz. — Nie...
I cały tydzień, cały długi tydzień nie mówił z nimi, nie pytał, a tylko żył przypominaniem sobie topoli, karczmy, grobli, kapliczki.
Dopiero w sobotę po robocie przysiadł się do nich i zapytał: