— Jest tam wiara głęboka i serca niezepsute jeszcze zarazą. Są to najmędrsi z mądrych — wierzą. Nie pytają, nie wątpią, nie dociekają — tylko wierzą. W tym jest ich siła i szczęśliwość.
— Zazdrościłem im dzisiaj tej zdolności wierzenia i tej mocy, jaką czerpią z wiary.
— Nie tylko zazdrościć, ale płakaćby należało po takiej stracie — rzekł twardo.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie przesączać zaczęła gorycz jakaś.
— Naprawdę, to wy w nic nie wierzycie ani w Boga, ani w ludzi, ani w ducha, ani w materię. Oślepili się sami i krzyczą, że nic nie ma, bo oni nie widzą. O głupstwo smutne! Obłąd zuchwały kretów!
— Ojcze — powiadam — czy ojciec myśli, że to bez śladu przychodzi? Że jest rozkoszą nie widzieć i nie mieć nawet myślą się gdzie zaczepić.
— Wiem i tym więcej mi żal cierpień poniesionych na próżno.
Przechylił nieco głowę i gładził nerwowo długą, srebrzącą się brodę, potem zażył tabaki z czarnej tabakierki z prześliczną emalią Wniebowzięcia Matki Boskiej na wierzchu i mówił długo, a kończył następującym:
— Źródło nieszczęść jest w nas, w rozumie naszym, a źródło spokoju i szczęścia tam! — i wskazał chudą ręką Chrystusa rozpiętego nad łóżkiem.
— Idźcie pić do źródła prawdy i dobra, a odzyskacie samych siebie, znajdziecie to, czego nigdzie nie znajdziecie. „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście, a ja was ochłodzę” — mówi Pismo Święte. Po cóż więc szarpanie się, walki, gubienie dusz swoich i cudzych, kiedy szczęście przed nami, cel widoczny, a życie tak krótkie?