— Gdzie oni idą? — zapytał dziada.
— Do Brazylii.
— Daleko?
— Ho! Ho!... Na kraj świata, za dziesiąte morze.
— Laczego? Po co? — rzucił jeszcze ciszej.
— Raz, że są głupie, a drugie, że są biedne...
— A znają to drogę? — zapytał znów zdumiony ogromnie.
Ale dziad już nie odpowiedział, szturchnął babę kijem, wysunął się ku środkowi izby, ukląkł i zaczął płaczliwym, śpiewnym głosem:
— Za morze idzieta, za góry, za lasy... na kraj świata, to niech wam Pan Jezus błogosławi, sieroty! Niech was ta Częstochowska Panienka trzyma, niech waju67 wszyscy święci wspomagają, za ten grosz, co go dacie biednemu kalece... Do Przemienienia Pańskiego — „Zdrowaś Maria...”
— „...Łaskiś pełna, Pan z Tobą...” — trzepała baba, klękając obok.