Powrócił jednak do karczmy już ciemnej i oniemiałej, bo dziewka zgasiła światło i poszła spać, w alkierzu pomilkły śpiewy, tylko dziad nie spał, obliczał z babą jałmużnę.
— Chuda fara70! Dwa złote i dwadzieścia pięć groszy całej parady71... Hm!... Niech im ta tego Pan Jezus nie pamięta, a wspomaga...
Gadał jeszcze, ale Jasiek już nie słyszał. Przytulił się do wygasłego komina, okrył się, jak mógł, w przeschniętą nieco kapotę i zapadł w kamienny sen.
Dobrze po północy obudziło go mocne szarpnięcie i światło skierowane prosto w oczy.
— Hej! Brat! Wstawaj! Kto ty taki?... Pasport u ciebie jest?
Oprzytomniał natychmiast; dwóch strażników stało przed nim...
— Pasport u ciebie jest? — zapytał po raz drugi strażnik, potrząsając nim jak snopem.
Ale za odpowiedź Jasiek zerwał się na równe nogi i trzasnął go pięścią między oczy, aż strażnik puścił latarnię i zwalił się w tył, a Jasiek runął w drzwi i wybiegł... Pognał za nim drugi strażnik i nie mogąc już chwycić, strzelił.
Jasiek zachwiał się nieco... krzyknął i upadł w błoto, ale zerwał się natychmiast i zginął w mrokach lasu.