A że byli pomęczeni, usnęli wkrótce snem kamiennym.
Przebudzili się późno dosyć, bo akurat dzwoniono na nieszpory.
Stara rozwiązała tobołek i zaczęli się pożywiać, bo srodze byli zgłodniali.
— Na nieszpór sygnują.
— Coś długo nie widać szwarcownika.
— A pewny to człowiek, synu, co?
— Przecie, na pewność, że przyjdzie, to dał mi dziesięć rubli.
Jedli dalej w milczeniu, spoglądając w błękitne niebo, którego skrawek widać było przez otwór dołu.
Naraz Jasiek się zerwał, jakieś splątane głosy rozległy się nad nimi.
Wziął kij, przysunął się do otworu i słuchał długo...