— Gospodarz?

— Taki jak i ty, ze świata! — szepnęła, zdejmując garnek z denarka.

— Ino23 ludzie dobre są ze świata... zwierz abo druga świnia ze chliwa... Hę?... — szturgnął Jaśka kijem.

— Prawda, prawda — odpowiedział chłopak bezmyślnie.

— Coś macie na wątpiach24, tak miarkuję... — szepnął dziad po chwili.

— A bogać tam25, nie mam...

— Pan Jezus zawżdy26 mawiał: Jakeś głodny — jedz, jakeś spragniony — napij się, a jakeś cierzpiący27 — nie gadaj!

Jasiek podniósł znękane, pełne łez oczy na dziada.

— Zjedzcie ździebko, dziadowska to potrawa, ale wam pundzie28 na zdrowie, zjedzcie... — prosiła baba, nalewając mu sporą porcję na jakąś skorupę.

Wyciągnęła z torby kawał razowego chleba i podsunęła nieznacznie, a potem, gdy się do jadła przysunął bliżej, kiedy ujrzała jego twarz strasznie wynędzniałą, szarą i jakby odartą z ciała, tknęła ją taka litość, że wydobyła kawał kiełbasy i położyła mu na chlebie.