— A chłopy?... — wyszeptała starucha.
— Chłopy, jak chłopy! Moiściewy, a toć dziesięć rubli to karwas166 grosza! Można by sporą maciorkę za to kupić... — dodała jakby do siebie.
Winciorkowa pilnie badała jej twarz i widząc, z jakim pożądliwym zamyśleniem patrzy na jej prosiaki, zdecydowała się po prędkiej, ale i bolesnej walce na ofiarę.
— Tekla, dam wam tę maciorkę z łatą na boku...
— Ja ta nie żaden judasz! — oburzyła się bardzo szczerze, ale oczy jej błysnęły pożądliwością.
— I... nie miałam tego w głowie, inom sobie dawno kalkulowała, żeby wam dać...
— Niby tak sobie, przez pieniędzy...
— A juści, pomagaliście mi tyla i w osnowie167, i w przędzeniu, to wam się rzetelnie należy.
— Prawda, ale wy rzetelnie mi ją dajecie?...
— A naprawdę. Maciorka, to możecie się dochować z niej czego...