— Nastuś! to i pójdziesz, co?
— A pójdę, Jasiu! pójdę... ale zaraz, jak państwo spać pójdą, to przylecę i ostanę.
Już nic nie rzekł, ale matka, gładząc go na odchodnym, poczuła, że mu łzy płyną po twarzy.
Szły śpiesznie z powrotem, a już niedaleko domu, na rozstaju ścieżek, bo jedna szła do Winciorkowej chałupy, a druga pięła się wyżej i po wzgórzu spadała ku dworskim zabudowaniom, stara rzekła:
— Nastka, a jak wydasz, to ci już Pan Jezus za to zapłaci...
— Ja bym wydała Jaśka! Ja? Adyćbym w ogień, ady w wodę, ady z największej góry skoczyłabym dla niego... — Rozpłakała się serdecznie.
— No, cicho... cicho... wierzę ci... A zajrzyj do niego.
Dziewczyna za odpowiedź całą objęła ją za nogi.
— Ady ja jestem taka wasza, jak ten pies.
Stara objęła ją za głowę i tak się pobratały na śmierć, zmieszawszy łzy swoje, uczucia i ukochania.