— O!... po co się macie szkodować28! — wymawiał się chłop, a chciwie wciągał nozdrzami zapach czosnku, jaki się rozchodził od kiełbasy, którą Wawrzonowa rozdzielała kozikiem29.

— W wasze ręce, Rafale.

— Niech wam będzie na zdrowie.

Wypił, splunął w bok, obtarł rękawem usta i nalewał.

— Jagna, naści30 i ty, co tam, napij się krzynkę.

Jagna odwróciła się nieco i wolno sączyła wódkę, a chłopi łamali czerstwe bułki i jedli, przegryzając kiełbasą.

— No, jeszcze po jednym, żeby nam się dobrze jechało.

— Pijcie z Bogiem.

— Dziedzic sprzedał las na siampańskie31, to my se choć z tej uciechy wypijemy okowitki32! Ażeby ci, ciarachu33 zapowietrzony, smoły w piekle nie żałowali! — szepnął nienawistnie, spoglądając przez okno ku sinym, zaledwie majaczącym konturom dworu.

— Co prawda, to prawda, adyć34 teraz to nawet biczysko albo i kozicę35 trza będzie kupić — westchnął markotnie. — Kiej był las, to chociaż się ta i człek bojał36 ździebko37, chociażeście i wy pilnowali niezgorzy38, ale zawżdy czy chrustu, czy jaki grabik albo sosenkę na porządek, albo żerdkę do płotu, to się ta uścibnęło39. I grzybek jak człowiek zjadł, i jagodów dzieci uzbierały na barszcz, a kiej niekiej40 jakiego zajączka się grzecznie przetrąciło abo i drugiego ptaszka, a teraz co! Źle jest, widzi mi się, źle.