— Będą dzisiaj nadzwyczajne rzeczy! — szepnął, biorąc go pod ramię — Miss Daisy prosiła, bym pana do niej przyprowadził! Medium dzisiaj jest w doskonałej kondycji. Właśnie Bławatska wprowadza je w trans. Pozna ją pan osobiście na agapie135. Medium przywiezione z Tybetu. Prawda, jakie tłumy! A to tylko wybrani z wybranych! Inaczej mielibyśmy pół Londynu! I wszystkie sfery, od lordów aż do robotników. Pisałem do Mr Joego, nie przyszedł! — poskarżył się w końcu.

Zenon usiadł przy Daisy, skinieniem głowy pozbywając się gadatliwego staruszka, który przez cały seans nie spuszczał z nich oczów.

— Niech się pan nie pozwoli owładnąć nastrojowi!

— Za trzeźwy jestem, aby na mnie podziałał! — odparł z przekonaniem.

Jakiś uśmiech prześlizgnął się po jej wargach i zamigotały powieki, ale się nie odezwała, bo Bławatska zdjęła rękę z głowy klęczącego i medium zahipnotyzowane jakby zawisło w postawie pochylonej. Głos niski, mocny i bardzo melodyjny rozległ się w ciszy; wszystkie oczy opadły na nią migotliwym, niespokojnym rojem. Opowiadała zwięźle i obrazowo o swojej podróży ostatniej do Tybetu i stosunkach z Dalajlamą. Cisza stawała się już rozedrgana przyśpieszonymi oddechami, a oczy zaczynały świecić fosforycznie. Fantastyczne bowiem przejścia, niebezpieczeństwa, groza śmierci, wisząca nad nią w każdej chwili, niesłychane przygody, śnieżne zaspy, głód, napady zgłodniałych dzikich zwierząt, mroźne orkany, walki ze złymi potęgami, a w końcu wydarcie tych nieśmiertelnych tajemnic bytu, których tylko cząstkę mogła ukazać w Izis odsłoniętej, takim dreszczem ekstazy i uniesienia przejęły słuchaczów, że po skończeniu grzmot oklasków spadł na nią rzęsisty długo nie milknącą ulewą.

Zasiadła w głębi na czymś w rodzaju tronu i siedziała nieruchomo, pełna majestatu i wyniosłości; a na estradę wystąpił stary Hindus w powłóczystej szacie złoto-zielonej i w ogromnym turbanie na głowie, zapowiadając część eksperymentalną przy pomocy medium — jakoby wykradzionego z lamaickiego136 klasztoru, położonego na niedostępnych zgoła szczytach Himalajów137.

— Chwila cudów nadchodzi! — szepnęła ironicznie Daisy. — Jakże się panu wydała prorokini? — dodała ciszej.

— Twarz pospolita, oczy przebiegłe, wola potężna, a całość: generalna! — wytłumaczył znaczenie tego określenia i zakończył: — Ale mówi wspaniale!

— O tak! Znakomicie tumani wiernych, a w najlepszym razie i siebie! Ale nie, ona na to za mądra! Wie, iż ludzie przede wszystkim łakną cudów!

— Każdy kult chętnie się tym podpiera i uzasadnia.