— Ale jakim sposobem? Byliśmy przecież w Towarzystwie Teozoficznym!
— Było tam ciasno, gorąco, zrobiło się panu słabo... I cała historia!
— Dziękuję! — pochylił się, aby ją pocałować w rękę, ale Bagh tak złowrogo warknęła, prężąc przy tym grzbiet, że cofnął się mimo woli.
— Chciałem tylko wyrazić moją wdzięczność; i Bagh nie pozwala.
Uśmiechnęła się, wspierając stopy na grzbiecie pantery.
— Nieprzyzwyczajony pan do spirytystycznych seansów.
— Byłem na kilkunastu, lecz na tym miałem ciągle wrażenie fantastycznego snu, z którego nie mogłem się wyzwolić! Zadziwiające medium! A jeżeli to wszystko było z góry przygotowane, to muszę przyznać wprost genialność aranżerowi...
— To była najszczersza prawda, ręczę panu! Ale cóż, kiedy to tylko fakty i nic więcej! — mówiła jakby ze wzgardą, podając mu herbatę, którą przyniosła stara, zgarbiona Hinduska. — Niema rzeczywistość. Prawdy zupełnie zbyteczne. Ohydny bełkot skazanych na wieczną zagładę. A przy tym nie cierpię tych jarmarcznych cudowności, napełniają mnie bowiem wstrętem i obrzydzeniem. W niższych kręgach ziemskiej atmosfery roi się od takich larw; jest to wielka trupiarnia ludzkich majaków, którym, nim się rozsypią w pył sferyczny, marzy się o dawnym bycie na ziemi. To są tylko elementale138, emanacje dusz, zwierciadlane egzystencje i wampiry, czyhające dokoła, aby naszym kosztem przedłużyć swoje nędzne istnienie cieniów. To są tylko zarodki zbrodni, zła i podłości, powstałe w ciemnicach ziemi, wiecznie unoszące się nad nią i niezdolne do nieśmiertelnych, słonecznych bytowań. Jak psy w mroźną noc, głodne i bezdomne, cisną się do izb ogrzanych, tak i one krążą w świetlanych orbitach dusz twórczych, władczych i nieśmiertelnych!
— Przerażający obraz, prawdziwe piekło! — westchnął ze współczuciem.
— Stworzone przez ich Boga!