— Którędyż pójdziemy? — pytał, rozpinając parasol.

— Strandem23, bo najbliżej.

— Tak pani pilno do domu?

— Zimno mi jest, to powód.

— Więc nie zaczekamy dzisiaj na ciotki?

— Choć raz zrobimy im niespodziankę, będą szukały nas i nie znajdą.

— Bez komentarzy i to zgryźliwych się nie obejdzie...

— Powiem, że to pana wina, acha!

— Dobrze, obronię się, ale to porządnie nudne to coniedzielne, sakramentalne, urzędowe niejako chodzenie do kościoła...

— Ach, jakie nudne, jakie nudne. Tylko niechaj pan tego w domu nie powie, wszystkie ciotki byłyby przeciwko panu! — wykrzyknęła wesoło, tuląc się do jego ramienia.