Była w domu, podziękowaliśmy jej, naprawdę nie wiem, za co.
Siedziałam jak na szpilkach. Poczęstowała nas czekoladą i biszkoptami, a ten jej okropny mops cały czas warczał na mnie i wyszczerzał zęby.
A na odchodnym ciotka powiada:
— Zażyjcie, dzieci, po pigułce homeopatycznej30, taki czas wilgotny! To zrobi dobrze.
Zażyliśmy, co było robić. Już wychodzimy, a służąca niesie coś dużego w papierze.
— To dla was, moje dzieci, sama haftowałam!
Podziękowaliśmy i wyszli, ja byłam rozczulona wprost, ale pan Henryk się uśmiechał.
Pojechaliśmy na Hożą do ciotki Jani.
Dom drewniany, stary, ale ogromne place pod ogrodem.
To młodsza ciotka, ucałowała nas, ale niewiele można było mówić, bo z dziesięć papug i te tak się darły, że pan Henryk musiał się z nimi witać. Poczęstowała nas czekoladą z biszkoptami!