Pa dopiero wrócił ze Stokrotkami. Tłumaczył się przed Ma, że Stokrotki uciekły mu na Planty i długo musiał ich szukać.

Już było ciemno, jak wróciliśmy z Wawelu, na Linii Analfabetów było pełno ludzi... Dobrze się przyglądałam i naprawdę nic, ani jednego kostiumu, ani jednego kapelusza, ani jednej twarzy... A u nas, jak się idzie Krakowskim, to nie wiadomo wprost, gdzie pierwej patrzeć!

A na rogach i przed Hawełką stało pełno oficerów... Myślałam z początku, że to posłańcy albo inni jacyś ludzie, no, bo tak wystają przed domem! Ale kuzynek mówi: oficerowie! bo posłańcy noszą czerwone czapki i nazywają się ekspresami!

Ale ci oficerowie są bardzo szykowni, tylko tak śmiesznie ubrani! Mundury mają takie jakieś, jakby spódniczki baletowe, no i z pewnością chodzą w gorsetach!...

29 marca, rano

Boże, taka jestem wzruszona, iż poparzyłam się herbatą! Nadzwyczajna wiadomość! Nie, nigdy bym się tego po Pa nie spodziewała.

Idźcie sobie, Stokrotki, nie przeszkadzajcie! W nocy przyszła depesza z Warszawy, że Pa został wybrany prezesem nowego towarzystwa asekuracyjno-pożyczkowo-lombardowego. Pa prezes! Mój Pa jest prezesem!

Wieczorem

Ach, co wrażeń, co wrażeń... jestem wprost upojona i nie chce mi się wierzyć, że to naprawdę, ale ja tego nie czytałam... Ale jutro wieczorem jedziemy dalej.

Dostałam list od pana Henryka! Tak ślicznie napisany, że ogromnie żałuję, iż nie mogę go przeczytać chociaż Naci... a taki dobry, że aż mi się płakać chciało... chociaż szkoda, że on nie pisze tak, jak dekadenci, ci przyjaciele kuzynka, co to Przybyszewskiemu mówią: „Stachu”.