— A gdzie, u kogo mieszkasz?
— Ja tu nikaj51 nie mieszkam.
— Musisz przecież gdzie sypiać?
— A sypiam... w cegielni Karczmarkowej i zawżdy rano przyjeżdżam z ceglarzami.
— Cóż z nim zrobić?
— Do szpitala pójdzie — zawyrokował doktór, co chłopaka tak przestraszyło, że uczepił się znowu Anki i zemdlał.
— Panie Jaskólski, niech go zaniosą do nas, do tego pustego pokoju na górze — zawołała żywo Anka. — Nie bój się, będziesz się leczył w domu, u nas! — powiedziała do niego, gdy oprzytomniał.
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko gdy go położyli na nosze i nieśli, patrzał w nią z uwielbieniem pełnym zdumienia.
Umieścili go na górze, Wysocki go opatrzył, odkrywając, że chłopak ma trzy żebra złamane.
Dzień potoczył się dalej zwykłą koleją.