— Adyć się rucham! — odpowiadał sennie wyrostek, wtłaczając wózek do ogrodu, pomiędzy szereg jabłoni pokrytych kwiatem tak gęstym, że na tle trawników stały podobne do olbrzymich stożkowych bukietów, owianych różowym pyłem i chmarą rozbrzęczonych6 pszczół, co jak rdzawe kule przelatywały z kwiatu na kwiat.
Wilgi śpiewały na wiśniach, a bocian stał w gnieździe, przewracał szyję aż na grzbiet i klekotał zawzięcie.
— Waluś, a jabłuszka będą, co?
— Juścić, że być będą,
— A ruszaj no żwawo.
— Adyć się rucham!
— A gruszeczki będą, co?
— A będą, co ni mają być.
— A oberwiesz bestio, co?
— Ja tam nie odrywam — burknął chłopak, nierad z przypomnienia.