— Wszystko, wszystko, że pan niegodziwy, niedobry, obrzydliwy, łobuz... Pan Fiszbin powiedział mi, dlaczego to pan w niedzielę u nas nie był... Był pan w Arkadii!... Upił się pan, śpiewał pan... i... i... całował pan te... Ja pana nienawidzę, ja się panem brzydzę...
— A ja Kamę kocham jeszcze więcej.
Chciał ją ująć za ręce, ale się wyrwała i uciekła za stół.
— To tak, jak pan był nieszczęśliwy, to pan do nas przychodził, żebyśmy pana pocieszały, żebyśmy kompresy przykładały panu na głowę, żebyśmy płakały nad panem.
— Kiedyż ja to byłem taki nieszczęśliwy? — zapytał Horn.
— Kiedy? a zanim pan dostał miejsce u Szai.
— Nigdy nie czułem się nieszczęśliwym, a wtedy właśnie bawiłem się najlepiej, bo miałem czas.
— Jak to! nie był pan nieszczęśliwym? — zawołała, przyskakując do niego.
— Nigdy.
— I nie jest pan nieszczęśliwym? — pytała gorączkowo, głosem pełnym łez, żalu i oburzenia.