Moryc trzasnął drzwiami i wybiegł wzburzony i wściekły na Karola.
Taki był zaperzony, że zaczął krzyczeć na robotników, którzy pompowali wodę z fundamentów.
— Ruszać się chamy! Robicie jak z łaski, od wczoraj nic wody nie ubyło.
— A to czego? — zapytał jeden z robotników dosyć głośno.
— Co ty pyskujesz, do kogo ty tak pyskujesz? Ja cię zaraz łajdaku wyrzucę z roboty.
— Wynoś się, parchu, pókiś cały, bo ci mordę przekręcę, żebyś widział, gdzie uciekać — szepnął jakiś mularz71, przykładając mu pięść do nosa.
Moryc cofnął się spiesznie i podniósł taki wrzask, że Karol ukazał się przy robotnikach i Maks wybiegł z przędzalni.
Moryc wrzeszczał, żeby robotnika oddalić natychmiast, bo mu ubliżył.
— Daj pokój Moryc, nie wtrącaj się do nieswoich rzeczy.
— Jak to nie do swoich rzeczy! mam takie same prawo jak i ty — krzyczał.