— Puścił pan węgiel?
— Nie. Mam kantor na Mikołajewskiej, bo Grossglick swój czarny interes sprzedał Kopelmanowi, a u tego parcha nie chciałem być. Czy panowie macie już dostawę węgli do swojej fabryki? — zapytał ciszej, pochylając się ku Karolowi.
— Jeszcze nie — odpowiedział Maks.
— Jakie pan daje warunki? — zapytał Karol chłodno.
Stach przysiadł na grobie obok niego i szybko zaczął pisać w notesie i obliczać, aż w końcu podsunął papier pod jego oczy.
— Za drogo! Brauman o siedem i pół kopiejki daje taniej na korcu.
— Złodziej i oszust! Da panu za to na wagonie dziesięć korcy11 mniej — zawołał cicho Stach.
— Pan myślisz, że się tego węgla nie będzie sprawdzać u mnie, czy co?
— Wyważy się nawet więcej, bo przecież Brauman nie na próżno zlewa węgiel wodą przed wysyłką.
— Być może, ale kto mi zaręczy, że pan tego samego nie będziesz robić?