— Ale co się stało, panie prezesie? bo mnie się już słabo robi — błagał Steiman.
— No, zleciał!...
— Kto zleciał? Skąd? Gdzie? Kiedy? — leciały strwożone zapytania.
— No, zleciał z pierwszego piętra klucz i wybił sobie zębów... Ha, ha, ha! — śmiał się serdecznie.
— Co za witz17, jaki witz! — wołali, zanosząc się od śmiechu, chociaż słyszeli ten głupi dowcip po dziesięć razy na sezon.
— Błazen! — mruknął Stach Wilczek.
— Może sobie pozwolić, stać go i na to! — odpowiedział szeptem Blumenfeld.
Grosglick poszedł do swojego gabinetu, położonego za kantorem od podwórza.
Pokój umeblowany był z wielkim przepychem.
Czerwone obicie ścian ze złotymi lamperiami harmonizowało z mahoniowymi meblami suto ozdobionymi brązami.