— Ile panu potrzeba?
— Trzydzieści tysięcy marek, na Lipsk.
— Dobrze, wyślę panu telegraficznie. Kiedy pan pojedzie?
— Dzisiaj w nocy, za tydzień będę z powrotem.
— Interes załatwiony! — zawołał wesoło bankier, odsunął się nieco od biurka, zapalił cygaro i długo przypatrywał się Weltowi, który gryzł gałkę laski, poprawiał binokle i również patrzył badawczo.
— Jakże bawełna poszła? — zapytał pierwszy Grosglick.
— Sprzedaliśmy połowę.
— Wiem, wiem, zarobiliście podobno siedemdziesiąt pięć procent, a cóż z resztą?
— Resztę sami przerobimy.
— Fabryka rośnie?