— Róża, ja się nudzę, ja się śmiertelnie nudzę zajęczała Toni.
— A ja się bawię wesoło — zaczęła wołać Fela, podrzucając nogą cylinder Miecia.
— Ja się bawię najlepiej, bo wcale nie potrzebuję zabawy — powiedział ironicznie Bernard.
— François, każ dawać herbatę! — rzuciła Róża.
— Róża, nie chodź, ja ci dokończę kawał.
Uniósł się na łokciu i szeptał, całując raz po raz różowy koniec ucha.
— Nie ugryź mi kolczyka! Za mocno! Masz takie gorące usta! — szeptała, przechylając głowę ku niemu, zagryzła usta, a spod przymkniętych, ciężkich, sinawych powiek zaczęły się skrzyć zielonawe błyski.
— Ze strachu zaczął się żegnać — szeptał głośniej Will.
— Cóż to — on katolik?
— Nie, ale co to szkodzi się zabezpieczyć.