Wysocki był w podobnym nastroju.
Nie chciało mu się iść do domu, nie chciało mu się nawet wstąpić na gazety do cukierni, obok której przechodził, obojętnym mu było w tej chwili wszystko, bo zaczęła mu się w duszę wżerać coraz silniej zmora niepokoju.
— Głupie życie prowadzę — myślał. — Zupełnie głupie!
Przed teatrem spotkał się oko w oko z Melą, szła z Różą z przedstawienia, powóz jechał za nimi.
Przywitali się dosyć obojętnie i chciał żegnać zarazem.
— Nie odprowadzisz nas?
— Nie chciałem wam przeszkadzać.
— Chodź na herbatę, w domu musi już czekać Bernard.
Poszedł w milczeniu nie odzywał się, bo nie chciało mu się mówić nawet.
— Co tobie, Wysocki?