— Adaś, pożycz mi na parę dni tego listu, ja ci go nie zniszczę.
— Możesz go sobie wziąć na własność, nic mi po nim.
Józio go ucałował i pobiegł.
Zamilkli na chwilę.
Blumenfeld nastrajał skrzypce, Horn pił herbatę, Szulc patrzył na Malinowskiego, który z tym swoim wiecznym uśmiechem wpatrywał się w formuły algebraiczne, jakie skreślił ołówkiem na serwecie, a Wilczek wciąż spacerował i rozmyślał o jutrzejszym interesie, jaki miał go postawić na cztery nogi, a w przerwach wodził po towarzyszach ironicznym, niedbałym wzrokiem, w którym było wiele politowania, a jeszcze więcej lekceważenia, a czasami przysiadał z sykiem i zdejmował kamasz na chwilę, bo był obuty w lakierki bardzo eleganckie, ale tak ciasne, że czuł je coraz mocniej.
Był ubrany z wielką a przesadną elegancją kantorowicza.
— Szulc, odkryłem bezwiednie tajemnicę waszego młodego Kesslera! — zaczął, nakładając znowu but i spacerując po pokoju.
— Wy macie specjalną zdolność śledczą.
— Bo dobrze patrzę.
— Czasem się opłaca taki dobry wzrok!