— Napisz mi to, mój najdroższy, napisz — prosiła z dziecinnym uporem.
Wyjął bilet wizytowy i całując co chwila jej cudne fiołkowe oczy i te usta palące, napisał:
„Kocham cię, Lucy”.
Wyrwała mu bilet z rąk, przeczytała, ucałowała kilkakrotnie i schowała za gors, ale wyjęła po chwili, aby znowu czytać i całować na przemian bilet i jego.
Wreszcie przypatrując się herbowi, zapytała:
— Co to jest?
— Mój herb.
— Co to znaczy?
Wytłumaczył jej jak mógł, ale nic nie zrozumiała.
— Nic nie rozumiem, zresztą nic mnie to nie obchodzi.