Baum myślał długo, zapisywał coś w notesie, fajkę wypalił, wytrząsnął popiół na spodek, przeciągnął swoje olbrzymie kości i rzekł:
— Zapiszcie mnie na dziesięć tysięcy rubli, więcej nie mogę. Dobranoc!
Podniósł się z krzesła, aby iść z powrotem spać.
— Zaczekajże! Musimy się przecież porozumieć. Wyśpisz się jeszcze.
— Niech was diabli wezmą z tymi porozumiewaniami się. Ach te Polaki! W Rydze przez całe trzy lata mało co spałem, bo wszyscy się całe noce u mnie porozumiewali... i w Łodzi to samo.
Usiadł niechętnie i zaczął nabijać fajkę.
— Moryc, ile dajesz?
— Tak samo dziesięć tysięcy. Nie wydobędę na razie więcej.
— Więc i ja tak samo.
— Zyski i straty będą równe.