Ma jakiś projekt wielkiego wynalazku i obiecuje sobie, że na nim w Łodzi zrobi majątek.
— Idiota! nie pierwszy i nie ostatni.
Trzeba mi kończyć, bo mi się tak oczy kleją i dziadek ciągle woła, żebym poszła spać. Dobranoc, mój królu złoty, dobranoc! Napiszę jutro obszerniej. Dobranoc.
Anka.
W przypisku było jeszcze gorące polecenie oddawców listu.
— Pieniądze są, to dobrze, to bardzo dobrze, dwadzieścia tysięcy rubli. Złota dziewczyna. Bez namysłu oddaje swój posag.
Przeczytał raz jeszcze list i schował go do biurka.
— Złota, dobra, poświęcająca się dziewczyna, ale... Dlaczego jest to ale! U diabła! — uderzył nogą w dywan i zaczął bezmyślnie przerzucać stosy papierów na stole.
— Tak, dobra, może najlepsza z tych, jakie znam, ale, ale, co ona mnie obchodzi?... Czy ja ją kocham? Czy ja ją kiedy kochałem? Postawmy kwestię szczerze — myślał, przypominając sobie dokładnie.
— Konie pana Bucholca po pana dyrektora — meldował Mateusz. Wsiadł do powozu i pojechał do Bucholca.