— Nic nie ma.
— Powinienem był to wiedzieć rano.
— Nic nie było i dlatego nie zawiadamiałem, bo myślałem...
— Pan słuchaj, a nie myśl, to do ciebie nie należy. Ja panu powiedziałem raz na zawsze, żeby mi rano do mieszkania dawać znać codziennie, czy było lub nie było, to nie pańska rzecz, pańska rzecz jest mi donosić, ja za to panu płacę. Na ciastko i gazetę jeszcze byś pan zdążył.
Rubinroth zaczął się usprawiedliwiać dosyć gorąco.
— Nie krzycz pan, tu nie bożnica! — rzucił cierpko swojemu urzędnikowi z kantoru i odwrócił się od niego plecami.
— Kelner! Zal83! — wołał, wyjmując portmonetkę.
— Co pan płaci?
— Melanż!... Prawda, wyście mi nie przynieśli, ja nic nie płacę.
— W tej chwili będzie. Melaanż! — krzyknął na całe gardło.