— Ja nie będę cicho, bo tutaj idzie o pieniądze, o moje pieniądze; ja go nudzę, ja mu się mogę sprzykrzyć, jaki mi hrabia łódzki, o jej! o jej! — wykrzykiwała ze złością.
— Niech się ułoży na pięćdziesiąt procent — rzucił poważnie Landau.
— Na co się układać? Nic nie dać, my za swoje pieniądze nie dostaniemy od Frumkina ani grosza.
— Nie rozumiesz, Regina. Pokażcie, Grosman, aktywa i pasywa — rzekł Zygmunt, rozpinając mundur.
— Dać dwadzieścia pięć procent najwyżej — szepnął stary, dmuchając w spodek.
— Jest lepszy sposób — mówił półgłosem Fiszbin, rozdmuchując ogień w cygarze.
Nikt mu nie odpowiedział, bo się wszyscy dość pośpiesznie pochylili nad stołem, nad kartami, pokrytymi cyframi, które pośpiesznie sumował Zygmunt.
— Pięćdziesiąt tysięcy rubli winien! — zawołał.
— Ile ma? — zapytał ciekawie Moryc, wstając, bo Mela wyszła z pokoju.
— To się pokaże później, na ile procentów się ułoży.