— No, wprost dlatego, że nie wypada.
— Moja Róża, dlaczego nie wypada? Ja wiem, co mężczyźni opowiadają o nas, mnie wszystko Bernard mówi, on mi opowiadał taki jeden zabawny kawał, że umierałam ze śmiechu.
— Powiedz go Fela — szepnęła Toni, ziewając z nudów.
— Mała, jak opowiesz przy mnie, to ci już nigdy nic nie opowiem — zaoponował Bernard, leżący na dywanie.
— On się wstydzi! ha, ha, ha! — zerwała się z kanapki, zaczęła biegać po pokoju jak wariatka, przewracała sprzęty, zataczała się na Tonię.
— Fela, co ty wyrabiasz?
— Ja się nudzę. Róża, ja się wściekam z nudów.
Usiadła na stosie pluszowych, czarnych poduszek, jakie jej podsunął lokaj.
— Skąd ty, Wilu, masz tę szramę? — pytała, wodząc palcem długim i cienkim po czerwonej prędze przecinającej mu twarz od ucha do małych rozstrzępionych wąsików.
— Od szabli — odpowiedział, usiłując złapać jej palec zębami.