— Pan Welt dopiero z pół godziny jak od nas wyszedł.
— Tutaj był?
— Brał pięćdziesiąt sztuk białego towaru.
— Dla siebie?
— Nie, na zlecenie Amfiłowa, do Charkowa. Cygarem można służyć?
— Owszem, zapalę, bo jestem diablo zmęczony.
Zapalił i siadł na wysokim taburecie26, przed pustym biurkiem.
Główny buchalter kantoru, który go z uniżonością traktował cygarem, stał przed nim, napychając sobie fajkę tytoniem, kilku młodych chłopaków, usadowionych na wysokich kobyłkach, pisało w wielkich, czerwono poliniowanych książkach.
Cisza, jaka tutaj panowała, drażniący skrzyp piór, monotonne cykanie zegaru27, denerwująco działały na Borowieckiego.
— Cóż słychać, panie Szwarc? — zapytał.