— Pan u mnie miejsca nie masz, ja pana wyrzucam — szepnął Bucholc.
— Ja sobie robię grubą nieprzyzwoitość z pana i z pańskiego miejsca.
Wsadził drugi kalosz.
— Prócz tego, każę cię wyrzucić za drzwi.
— Spróbuj chamie! — krzyknął, ubierając się spiesznie w palto.
— Kundel, za drzwi z nim! — szepnął jeszcze ciszej Bucholc, ściskając nerwowo kij.
— Daj spokój, August, nie próbuj, bo tobie razem z twoim panem nadłamię żeber.
— Verflucht94! Za drzwi z nim! — zakrzyczał.
— Milczeć, złodzieju! — ryknął Horn, chwytając za jakiś ciężki stołek i gotów był bić, gdyby go był ktokolwiek dotknął. — Milczeć, ty szwabska mordo! ty szakalu! — rzucił stołkiem pod biurko i wyszedł, trzasnąwszy tak silnie drzwiami, aż wszystkie szyby z nich wyleciały.
Borowiecki wysunął się już przedtem.